CANNABIA

Cannabia

Der Hanftrunk

Browar: Dupetit

Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: 11
Pojemność: 0,33L

Dziś coś tyleż zabawnego co nietypowego. Produkt piwo-podobny (?) a może produkt kolekcjonerski? Cóż, ani chwili się nie wahałem i spożyłem z zaciekawieniem.

Zapach początkowo nieprzyjemny, później już bardziej ‘trawiasty’. Piana jasna, natychmiast znikła zamieniając się jedynie w ślad na powierzchni. Nagazowane niewielkie. Kolor jasny, słomkowy. Wysoka przejrzystość.

Smak: tu pewna konsternacja – faktycznie czuć słód i chmiel. Czyli jednak piwo! (Ufff – tu odetchnąłem bo nie odżałowałbym sobie wydanych kilku zł i braku wpisu na blogu). Ale coś jeszcze… Wg opisu są to owe konopie (ciekawe które? zakładam, że indyjskie) wykorzystane do produkcji Cannabii. Aż takim znawcą tematu nie jestem ale wydaje mi się, by móc strawić cannabis i uzyskać ‘pożądany’ efekt konieczne jest rozpuszczenie zawartych w konopi substancji w tłuszczu. A tłuszczu raczej w tym piwie nie uświadczy. Więc może to jedynie dodatek smakowy dla canna’tyków, którzy codziennie myją dredy szamponem z konopi. A może dredów się nie myje?

Obcy smak wprowadzony przebiegle do piwa z pewnością odniósł zamierzony skutek marketingowy. Smak jednak, marnego zdaje się piwa, został zepsuty nawet bardziej. Jeśli to naturalny ekstrakt to smakuje jak syntetyczny dodatek, może trochę jak aromat do ciasta. Tu mamy: marne piwo + dziwny aromat = wysoka cena.

Cannabia der hanftrunk, foto: Arek Blomka

foto: Arek Blomka

(5.5/10)

Mały komentarz postscriptum. Gdyby pod uwagę nie brana była cena Cannabia zyskała by nieco. Jednak przy cenie ok 4zł za 0.33L to zdecydowanie za wiele. Rozumiem trudną walkę producentów o legalizację napoju we wszystkich krajach UE (zawartość THC w produktach spożywczych nie może przekroczyć 0,005% ). No ale…
Piwo dostępne w Polsce dzięki importerowi Barlan Beverages Group

VOLFAS ENGELMAN IMPERIAL PORTERIS

Volfas Engelman Imperial Porteris

Browar Ragutis

Alkohol: 6,0%
Pojemność: 0,5L

Volfas Engelman Imperial Porteris jakoś tak na mnie wpłynęło, że recenzja się zgubiła i nie chciała odnaleźć przez długie miesiące. Piwo, podobnie jak jasny Riktinis w eleganckiej buteleczce z eleganckim kapselkiem. Wizualnie – bardzo elegancko i zachęcająco.

Kolor piwa zachwyca. Przypomina odcieniem świeżo wyłuskanego kasztana. Piana gęsta, kremowa. Powoil opadła do obrączki. Zapach nieco korzenny. Piwo klarowne, dość mocno nagazowane.

No i konsumpcja. Chwila prawdy. Na pierwszy plan wysuwają się orzechy i karmel. Smaki nie przychodzą jednak od razu. Trzeba troszkę odczekać… Ale zaraz, przecież to porter (przynajmniej tak napisano). Ba! Do tego imperialny czyli z obdarzony konkretną mocą i takąż zawartością. Nic bardziej mylnego. Orzechy, karmel, cukierki, drożdże. Ale też mnóstwo wody rozcieńczającej te smaki. Nie jest to porter jakim chciałbym go widzieć. Chciałoby się poczuć ciężar adekwatny do barwy, gęstą lepkość w ustach. I krzepiącą moc, która postawi na nogi po kilku godzinach biegania po mrozie. Niestety. Potencjalnie ciekawy ale niedopracowany.

Volfas Engelman Imperial Porteris, foto: Arek Blomka

foto: Arek Blomka

(6/10)

CORNELIUS PREMIUM LAGER

Cornelius Premium Lager

Alkohol: 5,4%
Ekstrakt: 12,8
Pojemność: 0,5L

Ha! Kolejne niefiltrowane piwko wpadło w me łapska i nasyciło kubeczki smakowe. Zapach – bardzo przyjemny, orzeźwiający. Piana jasna dość gwałtownie zniknęła z powierzchni. Kolor ciemny, bursztynowy. Klarowność słaba – w piwie pływają drożdżowe ‘menty’. A nagazowanie bardzo wysokie.

Cóż można się spodziewać po piwie tak mocno wychwalanym na etykiecie? „Premium lager to wyjątkowe piwo warzone tradycyjną metodą dolnej fermentacji, dojrzewające w niskiej temperaturze o jasno-bursztynowej barwie z lekką nutą goryczki i dominującym aromatem słodu.” Hmm, po pierwszym zdaniu każdemu zapala się lampka ostrzegawcza: czy aby nie jest wychwalane na wyrost? Czy nie powinno się pozostawić oceny konsumentowi? Czy aby nie kłamią?

O dziwo i na szczęście nie kłamią! Piwo jest bardzo dobre. Wygląda i smakuje jak napisali. Może nawet trochę ‘bardziej’. Cornelius Premium Lager ma przyjemny orzeźwiający smak choć może niektórym wydawać się nieco zbyt słodkawe, pozostawiając uczucie swoistej lepkości w ustach. Przez to po chwili czujemy potrzebę, by sięgnąć po następny łyk. Może to wina (zaleta?) braku filtracji – wszystkie piwa, oznaczone jako niefiltrowane, mają w sobie to ambiwalentne ‘coś’ co je – raczej pozytywnie wyróżnia.

Browar Cornelius jest częścią firmy Sulimar reprezentujący dość nowoczesny typ produkcji i dystrybucji piwa, wina i napojów energetyzujących (sic!). Szerokie spektrum piw aż dziwi: tyle marek, odmian i rodzajów produkowanych przez, jak siebie sami określają, browar regionalny z Piotrkowa Trybunalskiego. Nic tylko pogratulować!

Cornelius Premium Lager, foto: Arek Blomka

foto: Arek Blomka

(7.5/10)

NEFILTRUOTAS RAW

Nefiltruotas Alus

Browar Švyturys

Alkohol: 5,2%
Pojemność: 0,5L

Švyturys Nefiltruotas. foto: Arek Blomka

Foto: Arek Blomka

Bardzo dobrze wspominam ten krótki acz intensywny wypad do stolicy Litwy. I to nie tylko dlatego, że spędziliśmy 6 czy 7 godzin na Cmentarzu Na Rossie. Przyjemności dotarły z czasem, gdy zaczęliśmy testować nabyte w miejscowym hipermarkecie piwa. Wydawać by się mogło, że Švyturys, największa i najpopularniejsza marka piw na Litwie to będzie odpowiednik naszych koncernowych gigantów jak Tyskie, Lech czy Żywiec. Nic bardziej mylnego. Tutaj Ilość przeszła w Jakość.

Nefiltruotas Alus czyli Raw to elegancko prezentujący się napój, który reprezentuje ciągle u nas (a może raczej jest to ogólnoświatowy trend?) dość niepopularny typ – piwo niefiltrowane. Większość dostępnych komercyjnie piw jest mechanicznie pozbawiona ‘nurków’ (drożdży), tlenu i na dodatek pasteryzowana. Jaka szkoda!

Nefiltruotas ma przyjemny, nieco kwiatowy, nieco owocowy aromat. Kolor bardzo jasno-słomkowy. Piwo jest dość mętne i ma grubą warstwę osadu na dnie. Po zamieszaniu tego osadu staje się całkowicie nieprzeźroczyste. Piana jest gęsta i bardzo powoli opada. Nagazowanie jest spore ale wciąż w akceptowalnej normie.

Smak tego piwa wydaje się niezwykle ‘piwny’ (hm, a jakiż powinien być?). Dość wyraźna goryczka o zdecydowanie odświeżającym kubeczki smakowe charakterze. Bukiet bardzo szeroki – wyczuwalny i chmiel i słód. I coś jeszcze… może to te ‘menty’ na dnie? Może to one powodują swoistą, jakże przyjemną ‘maślaność’ tego piwa? Cóż to może być, skoro piwo jest pasteryzowane to na dnie znajdują się pozostałości fermentacji po powstrzymanej obróbką termiczną. Martwe drożdże? Brrr… Niemniej jak na piwo pasteryzowane Švyturys Nefiltruotas ma wyjątkowo krótki termin przydatności do spożycia.

Švyturys Nefiltruotas, foto: Arek Blomka

Foto: Arek Blomka

Jest to piwo niewątpliwie ciekawe i warte spróbowania.

(8/10)

KRAJAN MIODOWE

Krajan Miodowe

„Krajan” Browary Kujawsko-Pomorskie

Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 12,1%
Pojemność: 0,5L

Po Mocnym Irlandzkim pokładałem wielkie nadzieje w Miodowym, po cichu licząc, że browar Krajan ponownie pozytywnie mnie zaskoczy. W końcu dość wysoko wywindowali poprzeczkę tajemniczą substancją tak ‘dobrze robiącą’ Irlandzkiemu. W końcu Słowianie (a pewnie też i Kujawiacy z Pomorzanami) miód znali na wiele wieków wcześniej, niż nasi rodacy odkryli zalety radosnego wydawania cotygodniówki na Dublińskie stouty. Oczekiwania – wysokie. A tu taki zawód.

Po pierwsze – zapach. Zdecydowanie mało piwny a na pewno ‘syntetyczny’. Z dodatkiem aromatów z wachlarza zapachów dekady lat osiemdziesiątych: cukierki kukułki i sztuczny miód. No ale już się nie czepiam – piwo nie służy przecież do wciągania nosem.

Piana mizerna, znika bardzo szybko. Nagazowanie niewielkie, ledwie widoczne i wyczuwalne. Kolor przyjemny, podobny do miodu lipowego. Klarowność wysoka, co może nieco zastanawiać. Zapach miodu jest ale nie bardzo go widać.

Teraz smak. Pierwsze wrażenie odrzucające. Co to jest? Jakiś syntetyczny roztwór? Podróbka miodowego piwa? Spokojnie… Drugie podejście wcale nie lepsze – do ‘polepszaczy’ i ‘udziwniaczy’ smaku dołączył alkohol. I to zdecydowanie podbijając ogólnie nieprzyjemne wrażenie. Wspomnienie wielokrotnie przeze mnie pitego Ciechana Miodowego jedynie bardziej pogrąża Krajana, a samo porównanie tych dwóch trunków jest jawną obrazą Ciechana. Jakość Krajana Miodowego jest poniżej przeciętnej dowolnego polskiego piwa regionalnego, zaś kuriozalna kompozycja składników aromatycznych tego piwa jest ewidentnym dowodem na zwolnienie dyscyplinarne głównego technologa tego browaru.

Cóż, od teraz sacharyna i ‘aromat miodowy’ są u mnie teraz na górze listy substancji skutecznie psujących smak nie tylko piwa ale chyba czegokolwiek. Wypróbowanie tego ‘piwa’ silnie skłoniło mnie do porzucenia kultywowanej z wrodzonej chciwości zasady, że “skoro wydałem te 5zł to wypiję do końca”.
[...a poza wizją Hhhrrrr... Tfu!]

Krajan Miodowe, foto: Arek Blomka

Foto: Arek Blomka

(3.5/10)

LAŠKO ZLATOROG

Laško Zlatorog Lager

Pivovarna Laško

Alkohol: 4,9%
Ekstrakt: 11,4%
pojemność: 0,5L

Laško Zlatorog to jak do tej pory jedyne słoweńskie piwo jakie piłem. Nabyte zresztą, po rozczarowaniu miejscowym piwem, w południowej Chorwacji. Jak widać europejskie koncerny piwne są na tyle ekspansywne i wszechobecne, że może niedługo będzie można kupować Słoweńskie i Chorwackie piwa też w Polsce. Hmm, pytanie tylko: po co?

Po otwarciu butelki – uderzenie. Ten ambiwalentny zapach zarówno przyjemny jak i odpychający smrodek skuna. Za granicami często nazywany European skunk lager. No cóż – zielona butelka i te sprawy.

Barwa delikatnie złocista, przejrzystość bardzo duża. Dość słabo się pieni, piana szybko zanika do cienkiego kożuszka, który o dziwo, dość długo się utrzymuje. Nagazowanie dosyć wysokie, co może jest i orzeźwiające ale wielu osobom może przeszkadzać. Zwłaszcza gdy mają problemy z bezgłośnym pozbywaniem się nadmiaru gazu z organizmu ;)

Sam smak jakiś taki… niewyraźny. Tak jakby twórcy piwa chcieli się przypodobać ze smakiem jak największej grupie konsumentów, co niestety owocuje piwem nijakim. I choć goryczka jest ewidentna i wyczuwalna,  i nawet taka kwaskowość piwna typowa dla dolnej fermentacji – reszta to raczej woda bez określonego smaku i głębi. Niestety piwo nawiązuje do niechlubnej tradycji niesmacznych jak (dla mnie) piwnych trunków państw zachodnich Bałkanów.  Bladzizna.

Laško Zlatorog Lager, foto: Arek Blomka

Foto: Arek Blomka

(4.5/10)

Te +0,5 to za względną egzotykę pochodzenia. Kto wie kiedy napiję się piwa ze Słowenii?

OŽUJSKO

Ožujsko Pivo Vrhunsko – Svijetlo

Zagrebačka pivovara

Alkohol: 5,0%
Ekstrakt: 11,0%
Pojemność: 0,5L

Piwo Ožujsko to najpopularniejsze chorwackie piwo. Można je dostać w każdej wiosce ze sklepem spożywczym. Moje pierwsze wrażenie jakie mnie nawiedziły pijąc to piwo – nic nadzwyczajnego. Ale warunki w jakich je piłem odbiegały od zrównoważonej i racjonalnej procedury testowej. Więc zakupiłem owe piwo i przywiozłem do Polski by w spokoju mu się ‘przyjrzeć’.

Według nazwy (a może i dawnej tradycji sięgającej wg. producenta 1892 roku) jest to piwo marcowe typu lager. Ten bardzo popularny w Austrii i Niemczech typ piwa, zapewne dotarł do Chorwacji wraz z tradycjami piwowarskimi Cesarstwa Austro-Węgierskiego. Jakakolwiek by jednak nie była tradycja warzenia i przechowywania – współczesny, masowy proces produkcji i przechowywania daleko odbiega od XIX-to wiecznego.

Kolor jasno-bursztynowy, dobra przejrzystość. Bardzo klarowne, wysoko nagazowane. Zapach nijaki, ledwie wyczuwalny, przypominający nieco piwo. Piana dość gęsta, opada powoli, pozostaje nieco na powierzchni.

A smak? Nie jest nieprzyjemny. Ale zdecydowanie NICZYM nie porusza. Bardzo wodnisty, jakby ewidentnie rozcieńczany wodą. W smaku wyczuwalna nuta chmielowa, ale za mało, o wiele za mało.

Jedyny plus jakie to piwo posiada to zdolność do gaszenia pragnienia, kiedy koniecznie MUSIMY się czegoś napić, jest duszno i 3x°C w cieniu. Wtedy prawie każde zimne i mokre piwo smakuje. Jeżeli traktować by to piwo jako substytut wody do picia nie dziwi dostępność ‘asortymentu’: puszki 0,33L i 0,5L; butelki 0,25L , 0,33L i 0,5L; butle PET 1L i 2L no i KEG 30L i 50L.
Aha! Biorąc jeszcze pod uwagę jakże wygórowaną cenę – to zdecydowanie wolę dowolnego, 4 razy tańszego, weissbiera czy pilsa z Lidla. Ha!

Ožujsko Pivo, foto: Arek Blomka

foto: Arek Blomka

(4.5/10)

KRAJAN MOCNE IRLANDZKIE

Krajan Mocne Irlandzkie

Alkohol: 6,0%
Ekstrakt: 14%
Pojemność: 0,5L

Na pierwszy rzut oka piwo nie zachwyca. Butelka i obwoluta rodem ze schyłkowego PRLu, nazwa Mocne Irlandzkie sugerująca dolną półkę napojów alkoholowych i niewiele mówiąca nazwa browaru z Nakła nad Notecią o 15-letniej tradycji. Nie wspominając o zawrotnej cenie 6zł na straganie wyrobów ogólno-folklorystycznych. Ale co tam!

Już sam zapach nietypowy – lekko karmelowy ale też – o dziwo – buraczany! Heh? Barszczyk? Boćwinka? Nie zrażeni warzywniakiem testujemy dalej. Piana ciemno-kremowa szybko ustępuje odsłaniając naszym oczom kolor bardzo mocnej herbaty z odcieniem głębokiej czerwieni. Dość nietypowy kolor dla piwa, aczkolwiek prezentuje się lepiej niż instant barszczyk Knorra.

A smak? Zdziwieniu memu nie było końca. Smakuje jak ‘bardzooo stare piwo’ (no tak, ale piwo to nie wino i nie zyskuje  z wiekiem heh). A może raczej smakuje jak kawalek historii pokrytej patyną czasu i zamkniętej w zdobnej drewnianej szkatule. A bardziej organoleptycznie: słodkawy, aromatyczny posmak karmelu. Czyżby to ta tajemnicza, irlandzka receptura? A może, cytując z etykiety: “Niepowtarzalna barwa oraz smak to wynik starannie dobranych składników”. Prawdopodobnie to właśnie mnisi z ‘hrabstwa Kerry’ wynaleźli E150C… Tajemnicza receptura odpowiedzialna zapewne jest także za wędzone śliwki obecne w Mocnym Irlandzkim.

Pomimo że piwo nosi przymiotnik ‘Mocne’ wcale takim go nie odczuwamy. Jest łagodne, doskonale zbalansowane i przemyślane. Jest zaskakujące i ‘pozytywnie rozczarowuje’. Browary Kujawsko-Pomorskie stanęły na wysokości zadania oferując unikalny produkt, skierowany do miłośników tego typu piw (czyt.: piw słodkich).

Krajan Mocne Irlandzkie, foto: Arek Blomka

foto: Arek Blomka

(7.5/10)

BALTAS KVIETINIS ALUS

Baltas Kvietinis Alus Nefiltruotas

Browar Švyturys

Švyturys Nefiltruotas, foto: Arek Blomka

Arek Blomka

Alkohol: 5,0%
Pojemność: 0,5L

Piwo to od bardzo dawna czekało na wpis na tym blogu. Zapewne na długo przed powstaniem samego bloga. A to dlatego, że jest to jedno z moich ulubionych piw. Tak, trochę uprzedzam fakty…

Zapach delikatny zwiewny, lekko drożdżowy, bardzo przyjemny. Piana podczas nalewania wręcz eksploduje w postaci gęstego kożucha – bardzo szybko zanika do delikatnej obrączki. Nagazowanie piwa jest spore, może minimalnie zbyt duże. Kolor mleczno bursztynowy.

Delikatny, wręcz muślinowy smak a jednocześnie wyraźnie czuć całą gamę aromatów górnej fermentacji. Lekkie i zarazem bardzo orzeźwiające. Mało przejrzyste (mętne) przez pozostawienie podczas produkcji osadu, który zdecydowanie wpływa na smak piwa. Osad ma tendencje do przylegania do dna butelki, dlatego też należy go wypłukać wraz z końcówką piwa. Piwo najlepiej smakuje mocno schłodzone, pite ze szklanki – oczywiście wraz z dodanym osadem. Zawartość cukru nie jest wysoka i trunek nie zmusza nas do sięgania po następny celem zaspokojenia pragnienia. Natomiast smak i zadowolenie podczas konsumpcji – jak najbardziej.

Piwa pszeniczne i niefiltrowane (a to zwłaszcza) wymagają od ‘użytkowników’ nieco celebracji. Pijemy je mocno schłodzone, ze szklanki. Po otwarciu i nalaniu ok. połowy należy delikatnie zakołysać butelką. Uniesiony z dna osad zmieni barwę piwa na mleczno-bursztynową i sprawi, że całkowicie straci klarowność. Tak powoli odrywając i rozpuszczając osad w pozostałym w butelce piwie przelewamy do szklanki. Pozostaje jedynie rozkoszować się!
Švyturys Baltas, Foto: Arek Blomka

foto: Arek Blomka

Smak piwa kojarzy się z kwiatami, jest świeży i ożywczy. I choć minęło kilka miesięcy od czasu jak je piłem, uzupełniając tę recenzję niczym flasz-bak powrócił ów pełny aromat. Piwo pełne! Ba! Wybitne!

(9/10)

I znowu cisza

Cóż, jak się okazało ‘blogowy’ żywot nie jest łatwy, prosty. Choć przyjemny. Piwo, a i owszem, podlega konsumpcji. Ze zdjęciami nieco gorzej. Jak znajdzie się chwila to partiami buteleczki wędrują do studia. Gorzej z obróbką zdjęć. Zawsze jest coś ważniejszego: spotkanie ze znajomymi przy piwie, zakupy w sklepie monopolowym, sport i rekreacja na świeżym powietrzu (przy piwku)… Choć pisanie – na kartce – recenzji ad acta idzie całkiem nieźle. Aktualnie ok 15 czeka na publikację. A to trwa najdłużej, jest najmniej interesujące i ogólnie mogłoby robić się samo. Cóż, najwyraźniej nie tkwi we mnie dusza blogera. Chyba została przy piwie :)

Return top