I znowu cisza

Cóż, jak się okazało ‘blogowy’ żywot nie jest łatwy, prosty. Choć przyjemny. Piwo, a i owszem, podlega konsumpcji. Ze zdjęciami nieco gorzej. Jak znajdzie się chwila to partiami buteleczki wędrują do studia. Gorzej z obróbką zdjęć. Zawsze jest coś ważniejszego: spotkanie ze znajomymi przy piwie, zakupy w sklepie monopolowym, sport i rekreacja na świeżym powietrzu (przy piwku)… Choć pisanie – na kartce – recenzji ad acta idzie całkiem nieźle. Aktualnie ok 15 czeka na publikację. A to trwa najdłużej, jest najmniej interesujące i ogólnie mogłoby robić się samo. Cóż, najwyraźniej nie tkwi we mnie dusza blogera. Chyba została przy piwie :)

VELKOPOPOVICKÝ KOZEL PREMIUM

Velkopopovický Kozel premium

Plzeňský Prazdroj, a.s.

Alkohol: 3,8%
Pojemność: 0,5L

Zapach po otwarciu bardzo przyjemny, słodowy. Po chwili przyjemny zapach palonego karmelu. Piana lekka i jasna szybko zanika do obrączki. Piwo jest średnio nagazowane. Kolor jasny, złocisty. Klarowność wysoka.

A smak? Przyjemny, orzeźwiający. Odpowiednia, jak dla mnie, ilość goryczki dopełniona całym bukietem typowo piwnych aromatów. Takie, jak najbardziej pożądane urozmaicenie smaku ujawnia ‘geografię’ podniebienia i języka. Po chwili wiemy gdzie dominują receptory czułe na gorycz, słodycz czy kwaskowatość. A wszystko to w jednym piwie!

Jednocześnie Kozel nie ‘muli’ przesadną zawartością alkoholu. Może wydać się dziwne, ale te ponad 6% potrafi zakłócić percepcję niuansów. Tu mamy proporcje niemal perfekcyjnie wyważone.

Kozel Premium to ‘zawodowe’ piwo. Ten czeski trunek mógłby spokojnie zawstydzić większość polskich, typowo sklepowych produktów. A należy zwrócić uwagę, że Kozel Premium to piwo bardzo w Czechach popularne. Chciałbym by takie piwo lane było u nas do kufla w barach. Wtedy z pewnością bym je odwiedzał.

Kozel Premium, foto: Arek Blomka

foto: Arek Blomka

(8.0/10)

A tak na marginesie to nasi czescy sąsiedzi, dysponujący Takim Trunkiem w ramach kampanii reklamowej (2008) zamówili spoty w polskiej agencji reklamowej PZL. Tej  samej, która odpowiedzialna jest za reklamę piwa Żubr. I o ile reklama Żubra i Kozela są na podobnym poziomie (to tu futrzak, to tam), to trunek jednak nie ta klasa.

Chorwackie sikacze

Blog zaczął się rozkręcać, a tu nagle wakacje. Czas podróży, nowych smaków i krajobrazów zupełnie nie sprzyja ciężkiej pracy blogera-testera. Bo jak tu zachować rzetelną, obiektywną (hehe) opinię i umiar w konsumpcji w takich okolicznościach i w takim towarzystwie!  Poza tym do pseudolodówki na jachcie najlepiej pasują dwulitrowe plastiki Ožujsko i Karlovačko. Na domiar złego ‘Internet’  to zwykle hasło wydrukowane na rozdawanych w marinie ulotkach reklamujących duszne kawiarnie. Tak, yachting nie sprzyja wyrafinowanej degustacji.

Niemniej uprzedzając przyszłe recenzje Chorwackich ‘molochów’ piwnych muszę, nieco generalizując, przyznać, że piwo to mają słabe. Pomimo, że konsumowałem te zarówno podawane w konobach (toceno czyli lane), z butelek, puszek i plastików to nic mnie nie zachwyciło. Ba! Nawet lekko nie poruszyło. Zważywszy na cenę piwa – zapewne głównym składnikiem ją kształtującym jest woda! Otóż przeciętne piwo w sklepie to wydatek ok. 8,5kn (puszka, 5.5 butelka plus kaucja, czasem 3kn) czyli ponad 5zł. gdzie za cenę już 70kn możemy nabyć 5L gąsiorek przeciętnego wytrawnego winiacza, który lekko schłodzony i rozcieńczony wodą lepiej się sprawdza w tamtejszych upałach. W restauracjach sprawa wygląda nawet gorzej. Tam za piwo płacimy od 15 do 25kn (9 – 15 zł) za bliżej nieokreślony trunek (najczęściej w menu brak informacji co leje się do szklanek). Ktoś powie: ok, Chorwacja to drogi kraj dla zblazowanych turystów z Niemiec i Austrii, których relacje zarobków są inne. Ale zapewne i dla nich jakość chorwackiego piwa jest nieadekwatna do ceny.

Cóż, może istnieją jednak dobre, chorwackie piwa? Może dobrze schłodzone, butelkowane smakują lepiej? Wkrótce się przekonam co też ‘zgarnąłem’ w drodze powrotnej:  Ožujsko Vrhunsko, Karlovačko, PAN Lager (Carlsberg Croatia) a także Laško Zlatorog Lager (Słowenia) i Hubertus Dunkel (Austria).

VELKOPOPOVICKÝ KOZEL ČERNÝ

Velkopopovický Kozel černý

Plzeňský Prazdroj, a.s.

Alkohol: 3,8%
Pojemność: 0,5L

Czeskie piwa z koziołkiem, zarówno te jasne jak i ciemne, są bardzo chętnie kupowane i zamawiane w restauracjach u naszych południowych sąsiadów. Co i raz, gdy ktoś wraca z Czech zachwyca się marką Kozel. Taki zachwyt każe zastanowić się co jest ‘na rzeczy’ i czy aby nie mamy do czynienia z powszechną pomrocznością jasną. Jowitkowy zakup połączony z pełnymi zachwytu relacjami z Ołomuńskich piwiarni sprawił, że bardzo chętnie sięgnąłem po tego czarnego kozła.

Pierwsze, zapachowe wrażenie po otwarciu: nieciekawy, duszny, przypalony. Po chwili ustępuje miejsca przyjemnemu zapachowi palonego karmelu.Piana gęsta, brunatnawa. Szybko opada pozostawiając delikatne smużki na powierzchni.

Kozel černý to piwo średnio nagazowane, o intensywnie brunatno-bordowym kolorze. Do tej pory nie widziałem zbliżonej barwy piwa – wygląda niczym gęsty sok z czarnej porzeczki. Piwo klarowne.

Smak: zaskakująco delikatny zważywszy na groźnie wyglądającego kozła i bardzo ciemny kolor. Dominujący smak – intensywnie karmelowy, bardzo palony. W dali przebija się jęczmienny posmak zdecydowanie jednak zdominowany przez karmel. Przyjemny aromat na długo po wypiciu pozostaje w ustach. Zarówno zawartość cukru jak i alkoholu jest zdecydowanie niska czyniąc te piwo idealnym napitkiem na długie wieczory. Nawet nie zauważamy jak sięgamy po trzecią butelkę…

Kozel cerny, foto: Arek Blomka

foto: Arek Blomka

(8.0/10)

СТАРЫЙ МЕЛЬНИК

Старый Мељник

мягкое из бочонка пиво

Alkohol: 4,2%
Ekstrakt: 10%
Pojemność: 0,5L

Fikuśne piwo ze wschodu, Старый Мељник czyli Stary Młyndelikatne piwo z beczki. Na pierwszy rzut oka mamy doczynienia z produktem ze wszech miar wyjątkowym. Eleganckie, stylowe opakowanie, ciekawa poligrafia, odwołania do tradycji i czegoś z pewnością sympatycznego. Do tego stopnia dałem się skusić, że zakupiłem aż 4 piwka (po ok. 2.5zł w litewskim hipermarkecie).

Pierwsze wrażenie – zapachowe  – nieprzyjemny. Podejrzany, lekko skisły aromat kojarzący się z zakończoną porażką fermentacją. Ale co tam! Barwa piwa zaiste piękna, jasna, delikatnie słomkowa. Klarowność bardzo wysoka. Nagazowanie w normie. Piana po nalaniu dość gęsta i obfita szybko opadła i znikła.

W smaku piwa, choć kupione razem i z datą przydatności 2011, były nierówne. A może raczej doznania po nich niejednolite. Pierwsze podejście euforyczne, kolejne butelki smakowane bardziej krytycznie obnażyły słabości Mielnika.

Ostateczna ujednolicona konkluzja: lekko kwaskowate, pozbawione goryczki. Po dłuższej chwili na języku i w gardle pozostaje słodko-kwaśny, niekoniecznie przyjemny posmak. Piwo płaskie, niczym nie zachwyca. Ba! Przyjemna dla oka butelka jedynie ‘podkręca’ ciekawość po czym trunek rozczarowuje.

Staryj Mielnik, foto: Arek Blomka

Foto: Arek Blomka

W odróżnieniu od wcześniej ocenianej Baltiki, konkurencyjny rosyjski koncern Efes ze swoim wydawać by się mogło wyrafinowanym produktem nie zaprezentował niczego ciekawego.

(5.0/10)

PRIMÁTOR PREMIUM

Primátor Premium

Pivovar Náchod

Alkohol: 5,0%
Pojemność: 0,5L

I tak do szklanicy zawitał kolejny czeski szlagier. Primátor Premium to dość popularne u naszych południowych sąsiadów piwko. Nie jest specjalnie drogie (jak zresztą wiele ich marek – chciałoby się powiedzieć: dostępne dla każdego ‘zjadacza chleba’). Na dość nudnej ale błyszczącej etykietce: medale, pieczęcie, daty etc. Cóż tam że Czeskie skoro…

Zapach ledwie, ledwie wyczuwalny. Barwa piwa ciemno-złocista, klarowne. Nagazowanie spore. Piana w zasadzie nie wystąpiła choć zawsze staram się tak nalać, by piwo się choć trochę ‘zbuzowało’. Nie, żebym był fanem ‘bawarskiego zarostu’, ale tak kontrolnie, wypada. Tu piany brak. Zero.

Smak, adekwatnie do piany, trudny do zaakceptowania. Piwo niesamowicie wodniste… tak, wody nie poskąpiono. Prócz połowy litra wody w piwie tym znajduje się gorycz. Na tyle silna, że jest ono wręcz gorzkie. Lubię piwa mocno goryczkowe lecz muszą one być odpowiednio zbalansowane innymi aromatami i smakami. Tu braki.

Primator Premium, foto:  Arek Blomka

Foto: Arek Blomka

Z całym szacunkiem (w zasadzie nie wiem na jakiej podstawie opartym) dla czeskich piw, ale trafił mi się kolejny dowód, że czeskie wcale nie oznacza świetne. Na pewno nie Primátor Premium: nic specjalnego. Ani dobre, ani złe.

(5.5/10)

BALTIKA №8

Baltika №8 Premium Wheat Beer

Балтика №8 Пшеничное

Browar: Балтика

Wreszcie mój ulubiony rodzaj piwa – pszeniczne. Pszeniczniak od naszych wschodnich sąsiadów z browaru Baltika. Niegdyś wyśmiewana w różnych piwnych dowcipach, obecnie marka Baltika to część gigantycznego koncernu Carlsberg, którego portfolio marek obejmuje piwa chyba z każdego zakątka globu. Zwykle browary, które przeszły pod kuratelę giganta przechodziły metamorfozę. I tak stało się też z Baltiką. Pytanie: czy na lepsze?

Baltika No8, foto: Arek Blomka

foto: Arek Blomka

Alkohol: 5,0%
Ekstrakt: 12,5%
Pojemność: 0,5L

Piwo zakupione na Litwie więc istnieje pewne prawdopodobieństwo, że różni się z tym, które oferowane jest na naszym rynku. Może warto pokusić się o porównanie. W końcu koncern dysponuje 12 wcale nie małymi ‘fabrykami’ piwa.

PO otwarciu pierwsze co wyczuwamy, to intensywny, drożdżowy i chmielowy aromat. Może z odrobiną cytrusów. Kolor jest mleczno-bursztynowy. Klarowność mała. Piwo to jest bardzo mętne ale nie osadza się tak permanentnie na dnie jak to mają w zwyczaju inne piwa pszeniczne. Wysycenie gazem duże.

W ustach piwo nieco ‘buzuje’, jakby wciąż pracowało. Smak jest mocny i wyraźny. Wyraźnie pszeniczny, nieco drożdżowy. Ogólnie – dość zrównoważone – nie jest ani goryczkowe ani też słodkie. Pomimo wyraźnej charakterystyki piwa pszenicznego, Baltika pozostaje nieokreślona. Brakuje mu zdecydowanie powabu, akcentów kwiatowych lub owocowych mogących uzupełnić bukiet.

Baltika Premium Wheat Beer, foto: Arek Blomka

foto: Arek Blomka

No niestety – bardzo orzeźwiające ale nie zachwyca.

(6.5/10)

STAROPRAMEN LEŽÁK

Staropramen Ležák

Browar: Pivovary Staropramen a.s.

Alkohol: 5,0%
Pojemność: 0,5L

Czeskie pilsy z powodzeniem podbijają świat. Można by rzec, że stanowią oddzielną grupę piw i są odnośnikiem do oceny innych, produkowanych na podobnych zasadach. Jednak od czasu jak konsolidacja wielkich koncernów w jeszcze większe koncerny ogarnęła tę część Europy, onegdaj ‘kultowe’ piwa zaczęły przypominać to jedno, nie wiadomo jakie. Niestety przypadłość ta nie ominęła Staropramena.

Ale do rzeczy. Zapach przyjemny, chmielowy. Brak mu jednak tego pilsowego zapachu ‘konopnego’, który czasem spotyka się tylko w momencie otwarcia butelki. Piana niewielka, szybko opadła. Piwo mocno nagazowane, prawie jak św.p. Aqua minerale. Kolor jasny, złocisty. Piwo klarowne.

Smak: przeciętny pils. A może inaczej, mniej niż przeciętny. Mocno wyczuwalna gorycz, która pozostaje przez dłuższą chwilę szczypiąc delikatnie kubeczki smakowe na języku i podniebieniu. Poza goryczką niestety niewiele można powiedzieć. Dobrze gasi pragnienie. Zapewne można wypić większą ilość ale to chyba nie o to chodzi.

Staropramen Ležák, foto: Arek Blomka
foto: Arek Blomka

Reasumując: przeciętne piwo z ogromną tradycją

(5.5/10)

VOLFAS ENGELMAN RINKTINIS

Volfas Engelman Riktinis

Browar Ragutis

Alkohol: 5,2%
Pojemność: 0,5L

Volfas Engelman Riktinis to piwo kupione w ciemno. Załapało się jako jedno z wielu podczas masowego zakupu piw w Wilnie. Podobnie do innych litewskich trunków prezentuje bardzo wysoki poziom estetyczny – butelki są ładnie ukształtowane, z tłoczeniami, elegancka poligrafia, odkręcany kapsel. Czyli coś, czego moim zdaniem, tak bardzo brakuje polskim wyrobom browarniczym.

Ale butelka piwa nie czyni. Zapach po otwarciu okazał się nieprzyjemny, lekko stęchły, kojarzący się z nieświeżymi owocami. Piana mała, bardzo szybko zanikła. Dość mocno nagazowane. Kolor piwa jasny, złocisty. Bardzo klarowne

Smak bardzo łagodny, lekko owocowy. Dalekie skojarzenie z miodem – może przez brak goryczy. Mało wyrazisty, szybko ulatuje z pamięci. Piwo jest lekko kwaskowate co przy braku goryczy i niespecjalnym smaku daje niekorzystne wrażenie. Jest tak niezdecydowane, że aż nudne. Zdecydowanie najsłabsze z dotychczasowo próbowanych piw litewskich.

Volfas Engelman Rinktinis, foto: Arek Blomka
foto: Arek Blomka

(5.5/10)

LEGION

Legion Pils

Browar Fuhrmann

Alkohol: 5,0%
Pojemność: 0,5L

Błądząc dziś po alejkach Hali Mirowskiej i szukając niedrogiego trunku, który ugasi me pragnienie opisania czegoś nowego na blogu natknąłem się na tego pilsa. Legion z pozoru wydał mi się kolejnym piwem, które między wierszami ma wypisane: “Uwaga, w razie kontaktu z przewodem pokarmowym udać się do lekarza.” Ale co tam. Jedynie zaskoczyła mnie dość spora cena, 3zł. Myślę pewnie sporą marżę narzucili, licząc że sympatycy Legii Warszawa wykupią piwo co do jednego.

Onwoluta nie budzi wątpliwości: Połczyn Zdrój zafundował kibicom prywatne piwo podkreślając dobitnie na etykiecie. Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa, Sekcja Sympatyków. To rzeczywiście zobowiązuje. Jako że kibic ze mnie żaden, a jedynie co mogę o kibicowaniu powiedzieć, to że każdy kibic jawi mi się jako ten z wrogiej drużyny.

Ale po nalaniu do szklanicy: piana wyśmienita, zapach jeszcze lepszy! Aż mnie zatkało (przypomniało mi się pite dziesięć lat temu w Holandii Grolsh, który smakował jakże inaczej niż ten w Polsce).  Nagazowanie w normie. A smak? Tu byłem najbardziej zdziwiony. Porządny pils bez dwóch zdań. Dobrze wyczuwalna goryczka, bardzo pożądana i na miejscu. Może nieco zbyt mało skondensowane w swym smaku,, zbyt wodnista. Może trochę za bardzo przez piwne smaki przebija się alkohol.

Legion Pils, foto: Arek Blomka
foto: Arek Blomka

Generalnie oczekiwałem czegoś gorszego i mile się rozczarowałem. Kibice Legii widać czymś zasłużyli na porządnego pilsa.

(6.5/10)

Return top